zdjęcie: death to stock

Współczesny świat narzuca nam szaleńcze tempo życia i zalewa olbrzymią ilością informacji oraz doznań. Odpowiedzialnością za taki stan rzeczy możemy w dużym stopniu obarczyć nowoczesne technologie cyfrowe, które dają nam niezwykłe możliwości, ale jednocześnie stanowią źródło zagrożeń, z których wagi dopiero zaczynamy sobie zdawać sprawę.

Restauracja w którymś z większych miast w Polsce. Przy stoliku siedzi czwórka nastolatków – każdy z nich całkowicie zaabsorbowany tym, co dzieje się na ekranie jego smartfona. Żeby zorientować się, że to grupka znajomych, a nie przypadkowe osoby, którym zdarzyło się po prostu usiąść przy jednym stoliku, trzeba poobserwować ich dłuższą chwilę i zauważyć, że od czasu do czasu wymieniają między sobą krótkie uwagi lub pokazują sobie nawzajem coś na ekranach swoich telefonów.

Takie sceny, których głównym bohaterem wydaje się telefon komórkowy, to już od kilku lat codzienność. Rozgrywają się w wagonach podmiejskich kolejek, autobusach, kawiarniach, na szkolnych korytarzach, salach wykładowych, poczekalniach u lekarza czy – o zgrozo! – w trakcie rodzinnych obiadów. To tylko jeden z rozlicznych przykładów tego, jak nowoczesne technologie informacyjne zmieniają kształt ludzkich interakcji. Często bywa, że podczas spotkań towarzyskich lub rodzinnych w centrum zainteresowania znajduje się telewizor lub komputer zamiast drugiego człowieka.

Żyjemy w czasach rewolucji informacyjnej, która całkowicie przeobraża nasz świat na wielu poziomach. Takie wynalazki jak komputer, telefon komórkowy czy Internet dają nam możliwości dostępu do sposobów komunikacji i zasobów danych, o których ludzie jeszcze kilka dekad temu mogli pomarzyć. Jednak oprócz wielu niewątpliwych zalet technologii informacyjnych wyłania się coraz więcej niepokojących i daleko idących skutków ich używania, z których w pełni zdają sobie obecnie sprawę jedynie nieliczni.

Szok przyszłości

W 1970 roku wydana została książka, która w niezwykle sugestywny sposób omawiała konsekwencje niekontrolowanego postępu naukowo-technicznego. Był to Szok przyszłości Alvina Tofflera, zbiór oryginalnych diagnoz i analiz skupiających się na próbie ukazania skutków zwiększenia się tempa zmian cywilizacyjnych i związanego z tym wzrostu ilości odbieranych przez nas bodźców. Dzieło Tofflera szybko stało się światowym bestselerem, zostało przetłumaczone na 30 języków i osiągnęło łączny nakład w postaci 30 milionów egzemplarzy.

Toffler w następujący sposób definiował termin użyty przez siebie w tytule książki: „Przez termin szok przyszłościowy rozumiemy wyczerpanie zarówno fizyczne, jak i psychiczne, spowodowane przeciążeniem fizycznych mechanizmów adaptacyjnych w organizmie człowieka, jak również mechanizmów podejmowania decyzji. Mówiąc prościej, szok przyszłościowy to reakcja człowieka na nadmierną liczbę bodźców”.

Cena nowoczesności

Opisywane przez siebie zjawisko rozumiał Toffler jako „szczególną chorobę”, której objawy miały charakter zarówno indywidualny, jak i zbiorowy i mogły przybierać różną postać. Jej symptomy autor widział w niepokoju, postawach pełnych nienawiści, pozornie bezsensownej przemocy, a także w dolegliwościach fizycznych oraz depresji i apatii. Ktoś doświadczający szoku przyszłości mógł reagować zamknięciem się w sobie, nagłą i nieoczekiwaną zmianą zainteresowań i stylu życia lub ucieczką od rzeczywistości realizującą się na wiele różnych sposobów.

Toffler starał się również pokazać, powołując się na ustalenia naukowców z różnych dziedzin, że zbyt dużo zmian w krótkim czasie powoduje wzrost zachorowalności na rozmaite choroby, a w skrajnych wypadkach może nawet zakończyć się śmiercią osoby poddanej presji za dużej jak na ludzkie możliwości przystosowawcze. Podkreślał, że nasze zdolności do przyjmowania i przetwarzania bodźców mają swoje biologiczne granice, a psychiczna i fizyczna cena, którą płacimy za ich przekraczanie jest bardzo wysoka i odbija się niekorzystnie na losach jednostek i społeczeństw.

Na polu walki

Biorąc pod uwagę fakt, że ostrzeżenia Tofflera opierały się na obserwacji świata sprzed ponad 40 lat, tego, który nie doświadczył jeszcze rewolucji cyfrowej, jest się czym niepokoić. Dziś zmiany nabrały wręcz szaleńczego tempa, rzeczywistość stała się jeszcze bardziej „płynna”, niestabilna, nieprzewidywalna i przesycona olbrzymią ilością bodźców płynących do nas z wszystkich kierunków.

O ile nie żyjemy gdzieś w pustelniczej chatce w górach, nie jesteśmy członkami archaicznego plemienia w dżungli amazońskiej lub rolnikami w którymś z krajów Trzeciego Świata, najprawdopodobniej dopadła nas nowoczesność i mocno trzyma w swych objęciach. Ze względów społecznych i zawodowych zmuszeni jesteśmy do korzystania z komputera i telefonu komórkowego. To wciąga nas w wirtualny świat sprzęgnięty na dobre i na złe z rzeczywistym.

Odbieramy i wysyłamy maile, korzystamy z serwisów społecznościowych, nasze telefony domagają się nieustannej uwagi ze względu na przysyłane wiadomości i nadchodzące połączenia, a pracodawca niejednokrotnie wymaga ciągłej cyfrowej dostępności. Dodajmy do tego jeszcze ogrom informacji napływających z telewizji i radia oraz gwar i pośpiech wielkomiejskiego życia, a nie zdziwimy się zbytnio tym, że psychologowie porównują stan umysłu współczesnego człowieka do tego, który towarzyszy żołnierzowi na polu walki.

Psychika i ciało pod presją

Życie w stanie ciągłego napięcia i informacyjnego zalewu przekłada się oczywiście na funkcjonowanie naszego ciała. Uwalnia ono w zbyt dużych ilościach kortyzol, adrenalinę czy dopaminę, a także uruchamia nadmierną odpowiedź neuromięśniową. Częste i długotrwałe przebywanie w stanach ekscytacji i napięcia jest dla organizmu wyczerpujące, bardzo utrudnia późniejsze wyciszenie i – co ciekawe – jest uzależniające.

Od mocnych przeżyć możemy się uzależnić, jednak nie wyjdzie nam to na dobre. Do zachowania zdrowia psychicznego potrzeba na dłuższą metę emocjonalnej równowagi i przewagi spokoju nad ekscytującymi wrażeniami. Nuda i monotonia, od której tak wiele osób pragnie uciec, może mieć zbawienny wpływ na naszą kondycję.

Wirtualne zagrożenia – realne konsekwencje

To jednak nie koniec złych wieści na temat współczesnych zagrożeń. Problemem jest nie tylko ogrom informacji, jaki musimy codziennie przetwarzać, ale także ich charakter. Wynik tygodniowego przeglądu treści nadawanych w największych polskich stacjach telewizyjnych mówi w tym względzie wszystko: 500 trupów, 2 tysiące scen pełnych przemocy, 60 ostrych scen erotycznych, 500 wulgarnych słów. Media zalewają nas pełnymi napięcia scenami i kreują negatywny, okrutny i pesymistyczny obraz świata.

To również nie pozostaje bez wpływu na nasze zdrowie psychofizyczne, gdyż na takie treści nasze ciało reaguje podobnie jak na realne zagrożenia. Przemoc napływająca do nas z ekranów telewizora czy komputera powoduje wzrost ciśnienia i stężenia cukru we krwi, zahamowanie trawienia, odporności i popędu seksualnego oraz skierowanie większości energii do mięśni, co jest szczególnie niebezpieczne, gdyż zastaje nas zazwyczaj w pozycji siedzącej, uniemożliwiając wyładowanie gromadzonego napięcia.

Autystyczne społeczeństwo

Ogrom docierających do nas ze wszystkich stron bodźców oraz ich charakter ma również upośledzający wpływ na nasze kompetencje społeczne i moralne. Dzieje się tak dlatego, że ilość napływających do naszego mózgu informacji może być tak duża, że ten kierowniczy organ nie będzie w stanie ich przetworzyć i właściwie przeanalizować, co spowoduje, że przełączy się on w awaryjny, uproszczony tryb działania, wyłączając swoją najbardziej ewolucyjnie zaawansowaną część, czyli płat przedczołowy.

Konsekwencją takiego obrotu sprawy będzie odcięcie związanych z tą częścią mózgu cech, uznawanych za jedne z ważniejszych wyznaczników człowieczeństwa, czyli empatii i altruizmu. W rezultacie przeładowana bodźcami osoba zobojętnieje na wszystko, co nie będzie wiązało się z jej własnym, egoistycznie pojętym interesem. Pół biedy, kiedy taki efekt będzie chwilowy. Niestety u osób poddawanych od dzieciństwa intensywnemu bombardowaniu wrażeniami przez komputer czy telewizor, ten efekt może być trwalszy i wywoływać objawy podobne do autyzmu, upośledzając ich zdolność do wyrażania i odczytywania uczuć oraz utrudniając relacje społeczne.

Czy wiedząc to wszystko, nasi nastolatkowie ze scenki opisanej na początku artykułu odłożyliby telefony i zajęliby się rozmową oraz umacnianiem więzi międzyludzkich, zamiast eksploracją wirtualnych światów zamkniętych w swoich smartfonach? Miejmy nadzieję.

Krzysztof Jaroń

Komentarze

komentarze

Nikt jeszcze nie dodał komentarza

Dodaj komentarz