zdjęcie: shutterstock
  • Dodano:

    1 września 2014

  • Przez:
  • Kategorie:Forma
  • Komentarze:

    0

Niektórzy  ludzie, słysząc o jodze śmiechu, dziwią się. Jak można prowadzić zajęcia ze śmiechu, czyli – w domyśle – kontrolować go? Przecież to się wydarza samo, spontanicznie. Zwykle śmiejemy się z jakiegoś powodu i nie myślimy o tym jako o formie ćwiczenia fizycznego.
Ha! Ale czy po bardzo długim śmiechu nie bolą was brzuchy? Może warto przyjrzeć się bliżej.

Co  dzieje się w naszym ciele i umyśle podczas śmiechu? 
Oj, dzieje się, dzieje:
– mięśnie przepony pracują, masując przy okazji narządy wewnętrzne;
– uzdrawiają się układ krwionośny, pokarmowy i odpornościowy;
– wytwarzane są endorfiny – hormony szczęścia;
– organizm się dotlenia  i „wyrzuca” toksyny,
– odmładzamy się, a na dodatek spalamy zbędne kilogramy!
Śmiech  wiąże się też z relaksem, odstresowaniem, następuje natychmiastowe przebudzenie umysłu do “tu i teraz”, bez myśli i osądów.
To chyba wystarczające powody, by powiedzieć: „Tak, zamawiam  jeszcze i więcej!”.

Skąd ta joga?
Nieprzypadkowo twórcą jogi śmiechu jest lekarz – dr Madam Kataria z Indii. Blisko 20 lat temu zainicjował on regularne spotkania grupy osób tylko po to by… razem się pośmiać i przy okazji wpłynąć na poprawę własnego zdrowia. Pomysł rozpowszechnił się bardzo szybko w całych Indiach, a obecnie joga śmiechu jest już w większości krajów na świecie. W Polsce nie jest to jeszcze zbyt popularna forma aktywności, ale dzięki m.in. Piotrowi Bielskiemu, który prowadzi kursy liderskie, liczba instruktorów jogi śmiechu rośnie.

Dla mnie udział w tym warsztacie okazał się strzałem w dziesiątkę. Czułam się tak, jak gdyby jeden z ważnych puzzli w mojej życiowej układance wskoczył na właściwe miejsce.
„Kiedy się śmiejesz,  zmieniasz się, a gdy ty się zmieniasz, cały świat się zmienia”- powiedział dr M. Kataria; i takie właśnie było moje doświadczenie już po pierwszych sesjach jogi śmiechu.

Do tej pory Polska widziana z perspektywy codziennych obrazków ulicznych wydawała mi się krajem dość smutnych ludzi, w którym w dodatku dominują ciemne i czarne kolory ubrań. Wracając wieczorem przez miasto, po kilku godzinach śmiania się miałam wrażenie, że oglądam inne miasto. To miasto teraz… śmiało się. Tak – dosłownie. Co chwilę zaskakiwały mnie wybuchy śmiechu na ulicy, na boisku, śmiech dobiegający z otwartych okien mieszkań. Mój nastrój wewnętrzny zmienił się, wpłynęło to na zmianę koncentracji mojej uwagi, a tym samym inny odbiór rzeczywistości. Zaczęłam też dostrzegać więcej kolorów. Chociaż wcześniej nie brakowało mi poczucia humoru i chęci do wygłupów, zrozumiałam też, że nadal traktowałam życie, moje problemy i to, co się wydarza, zbyt poważnie. Hi, hi!

Jak wyglądają sesje jogi śmiechu? 
Śmiejemy się bez powodu. Pomysł tej jogi bazuje na naukowym odkryciu, że ciało ludzkie nie odróżnia śmiechu wywoływanego „sztucznie” od naturalnego. Efekty zdrowotne są takie same. Poza tym, gdy ćwiczymy w grupie  i otrzymujemy zestawy ćwiczeń śmiechowych w formie gry i zabawy, taki śmiech „na komendę” i tak bardzo szybko przeradza się w spontaniczny. Dodaje się do tego klaskanie, afirmacje i ćwiczenia oddechowe, co nadaje zajęciom pewien rytm i dynamikę.

zdjęcie: Projection Nikodem Olejniczak

Warsztaty jogi także w plenerze
zdjęcie: Projection Nikodem Olejniczak

Uwaga, uwaga! Czasami sesja w klubie kończy się na podłodze  grupowym śmiechem nie do opanowania. Jeśli jest taka potrzeba i długość zajęć na to pozwala, wprowadza się też taniec oraz wyciszające medytacje. Nie ma ograniczeń wiekowych, przydaje się wygodny strój. W zależności od wieku uczestników (jeśli dotyczy to całej grupy) stosuje się też nieco inne ćwiczenia dostosowane do sytuacji.

Osobiście wolę śmiech całkowicie spontaniczny, jednak tak jak większość ludzi mam na niego zbyt mało czasu i okazji na co dzień, tym bardziej że do tej pory pracowałam w domu przez Internet. Zauważam jednak, że od kiedy prowadzę jogę śmiechu, tych okazji do śmiechu pojawia się coraz więcej – również poza klubem, w codziennym życiu. W tej metodzie chodzi w sumie o lepszy kontakt z samym sobą, z własnymi uczuciami i to niekoniecznie tymi radosnymi – to może być też smutek. Uczy ona widzenia, odczuwania i przyjmowania tego, co jest w nas w danej chwili, bez oporu. To daje więcej spokoju. Ćwiczenie z wywoływaniem śmiechu pokazuje też, że mamy wpływ na nasze samopoczucie, że może być ono całkowicie niezależne od bodźców zewnętrznych. Śmiech natychmiastowo zmienia uczucia, myśli, naszą „energetykę”, to, czym emanujemy. Zdajemy sobie sprawę, że te uczucia i myśli nie są trwałe, jedyne, co pozostaje, to otwarta przestrzeń serca. Czasami pomaga to uwolnić różne blokady emocjonalne, nabrać dystansu, przestać oceniać i kontrolować samego siebie i innych. Pojawia się wolność bycia sobą.

Kto razem się śmieje ten nie walczy
Cennym „efektem ubocznym” jogi śmiechu jest też ogólna poprawa relacji z ludźmi, z grupą. Nabieranie lekkości, pewności siebie, ale i serdeczności w kontaktach z ludźmi. Jest to też bardzo efektywny sposób na tworzenie zgranych i kreatywnych zespołów pracowników w dużych firmach, co przekłada się na sukcesy finansowe. Jogę śmiechu wykorzystuje się również jako urozmaicenie zjazdów i konferencji, co pozwala dłużej utrzymać koncentrację uwagi podczas wykładów. Nadaje się też na imprezy plenerowe.

Kto czuje więc, że jego „balans śmiechowy” jest nieco zachwiany, lub zamawia jeszcze więcej tego dobrego, niech przyjdzie na jogę śmiechu! W każdym większym mieście w Polsce można już uczestniczyć w takich spotkaniach. W Warszawie jest nawet kilka bezpłatnych klubów śmiechu.

zdjęcie: Projection Nikodem Olejniczak

Dorina Maciejka liderka jogi śmiechu     zdjęcie: Projection Nikodem Olejniczak

Autorką artykułu jest Dorina Maciejka- certyfikowana liderka jogi śmiechu z Poznania.

Więcej informacji na blogu:
www.sesjejogi.blogspot.com

Komentarze

komentarze

Nikt jeszcze nie dodał komentarza

Dodaj komentarz