zdjęcie: shutterstock

Niezdrowa pogoń za ideałem

Żyjemy w epoce kultu ciała, czasie, który cielesnością interesuje się niemal obsesyjnie. Jednak to zainteresowanie jest niesłychanie jednostronne, bo skupia się głównie na ciałach pięknych, młodych i atrakcyjnych. To przede wszystkim one pojawiają się w reklamach, telewizji, filmach, magazynach ilustrowanych czy na wybiegach dla modelek. Innym ciałom — tym, które odbiegają od ustalonego wzorca doskonałości — odmawia się wstępu do przestrzeni kultury masowej.

Akceptowane i nachalnie promowane wzorce „jedynie słusznej” cielesności obecne w popkulturze przekładają się z kolei na to, jak my sami odnosimy się do naszego wyglądu. Oddziałują na poziomie świadomym i nieświadomym i potrafią wpływać na samopoczucie, nieuchronnie związane z tym, jaką mamy relację z własnym ciałem — czy lubimy i akceptujemy się takimi, jakimi jesteśmy, czy też nie.

Groźne piękno

Z pewnością dbałość o ciało ma wiele pozytywnych aspektów, jednak współczesna tendencja do opierania poczucia własnej wartości głównie lub wyłącznie na wyglądzie niesie ze sobą wiele niebezpieczeństw. Próby dostosowania się do wyimaginowanych i najczęściej nierealnych standardów mogą być groźne zarówno dla naszego zdrowia psychicznego, jak i fizycznego. Często słyszy się przecież o przypadkach rozmaitych zaburzeń psychofizycznych związanych z wyglądem — o anoreksji, bulimii, tanoreksji (uzależnieniu od opalania) i innych przedziwnych i niespotykanych dawniej dysfunkcjach.

Ciekawa pod tym względem jest dysmorfofobia, czyli zaburzenie psychiczne charakteryzujące się występowaniem lęku związanego z przekonaniem o posiadaniu jakiegoś istotnego defektu urody. Wśród głównych przyczyn występowania tej fobii psychiatrzy i psychologowie wymieniają właśnie rozpowszechniany przez media, nieosiągalny dla większości, ideał urody. Osoba dotknięta tą przypadłością jest nadmiernie zaabsorbowana jakąś, zazwyczaj drobną lub nawet wyimaginowaną, niedoskonałością fizyczną. Jej ewentualne korekta lub usunięcie wcale jednak nie powoduje poprawy stanu psychicznego, gdyż dysmorfofobik znajduje sobie kolejny powód do narzekań. Jego zainteresowanie własnym wyglądem przybiera postać obsesyjną, powoduje cierpienie i odbija się niekorzystnie na funkcjonowaniu chorego w społeczeństwie.

Na różne fiksacje na tle własnego ciała narażone są szczególnie osoby niedojrzałe, które nie mają rozwiniętego poczucia własnej wartości i są nadmiernie podatne na sugestie płynące z otoczenia — z mediów lub grupy rówieśniczej. U nastolatków tendencja do oceniania innych głównie przez pryzmat ich wyglądu jest bardzo silna. Zbiega się ona z charakterystycznym dla tego wieku poszukiwaniem akceptacji wśród rówieśników, dla której przeciętny kilkunastolatek jest w stanie zrobić bardzo wiele, a odrzucenie przez grupę bywa dla niego niezwykle bolesne. Nie ma on przy tym jeszcze odpowiednio rozwiniętej i dojrzałej psychiki, pozwalającej obronić się przed negatywnymi opiniami na swój temat płynącymi z otoczenia, i przy braku wsparcia rodziny nieakceptowanie własnej cielesności może skończyć się poważnymi problemami psychicznymi, łącznie z depresją.

Obsesja młodości

Ale obecność i promowanie w kulturze masowej nierealnych standardów piękna dotyka nie tylko ludzi bardzo młodych. Kompleksy na tle własnego wyglądu mogą również wystąpić u osób dojrzałych. Częściowo jest to zupełnie naturalne i zrozumiałe — starzenie się i przemijanie to dramatyczne procesy nieodłączne od ludzkiego życia. Jednak to, w jaki sposób je przeżywamy, zależy w dużym stopniu od kultury. Jeśli podkreśla ona wartość dojrzewania — polegającą m. in. na zdobywaniu życiowej mądrości i doświadczenia oraz samodzielności, które sprawiają, że możemy pełniej cieszyć się życiem, rozwijać nasze pasje i marzenia — łatwiej również znieść niedogodności związane ze starzeniem się. Zupełnie inaczej żyje się w świecie, który docenia i szanuje ludzi dojrzałych i starszych, niż w takim, który nimi pogardza i ich dyskryminuje.

Z kultem ciała w tej postaci, w jakiej mamy obecnie do czynienia, związany jest kult młodości. Współcześnie wręcz nie wypada być starym, a starość wartościowana jest negatywnie. Stąd tendencja do tego, żeby na różne sposoby i za wszelką cenę „ujmować sobie lat”. Jest ona szczególnie widoczna, ze zrozumiałych względów, w środowiskach aktorów, celebrytów, modelek lub osób pracujących w mediach, które podlegają wyjątkowo silnej presji, aby wyglądać zgodnie z obowiązującymi, wyśrubowanymi standardami atrakcyjności. Wstrzykiwanie sobie botoksu, operacje plastyczne czy restrykcyjne diety są normą w tym gronie.

Wysiłki mające na celu zachowanie młodego wyglądu jak najdłużej same w sobie nie muszą być czymś złym. Problem zaczyna się wtedy, kiedy motywacją nie jest już utrzymanie zdrowia, kondycji czy dobrego samopoczucia, lecz chęć dopasowania się do sztucznie wykreowanego ideału urody lub pragnienie obsesyjnego zatrzymania procesu, którego powstrzymać się nie da. Z góry skazane na niepowodzenie próby zatrzymania upływu czasu potrafią bardzo uprzykrzyć życie i doprowadzić do wielu cierpień psychicznych i fizycznych. Zresztą nierzadko zdarza się, że efekty takich zabiegów odmładzających bywają odwrotne do oczekiwanych. Plotkarskie media często donoszą o ofiarach nieudanych operacji plastycznych lub ludziach, których maniakalna chęć poprawy urody lub odmłodzenia się doprowadziła do ruiny — fizycznej, psychicznej czy finansowej.

Nowe trendy

Na szczęście od niedawna da się zauważyć pewne zmiany. Do świata reklamy przebijają się nowe trendy. Na przykład w 2004 roku wystartowała kampania reklamowa firmy Dove o nazwie Campaign for Real Beauty, w której produkty firmy reklamowały kobiety o wyglądzie wykraczającym poza wąski i ograniczający model piękna. Kampania narobiła sporo zamieszania i wywołała dyskusję o nierealnych wzorcach promowanych w mediach, wpędzających kobiety w niepotrzebne kompleksy. Od tego czasu ważnym elementem działalności firmy Dove stało się poszerzanie definicji kobiecego piękna i demaskowanie sztuczności i szkodliwości dominujących w kulturze popularnej standardów wyglądu. Głośny stał się wyprodukowany przez firmę krótki film Evolution pokazujący, jak za pomocą stylizacji, makijażu i programu komputerowego do obróbki zdjęć można kobietę o przeciętnym wyglądzie zmienić w modelkę z billboardu.

W tym roku również w modzie ujawnił się pewien zaskakujący trend. W kampanii reklamowej francuskiej marki Céline pojawiła się licząca sobie ni mniej, ni więcej, tylko 81 lat Joan Didion, intelektualistka i pisarka. Inne znane marki modowe również zaprosiły do współpracy kobiety starsze: Saint Laurent wykorzystał wizerunek Joni Mitchell (72 lata), Versace Madonny (57 lat), a nowojorską markę Kate Spade reklamuje dziewięćdziesięcioczteroletnia Iris Apfel.

Pozostaje tylko zadać sobie pytanie, czy to tylko przelotna moda związana z ciągłym poszukiwaniem przez popkulturę i marketing nowości, czy też ten trend doceniania naturalnego piękna i dojrzałości zagości w kulturze masowej na stałe. Oby prawdziwa okazała się ta druga możliwość — dla dobra nas wszystkich.

 

Krzysztof Jaroń – doktor nauk humanistycznych, filolog i filozof zgłębiający duchowość w jej wielorakich przejawach i aspektach. Od wielu lat praktykuje buddyzm zen, interesuje się również psychoterapią, a przede wszystkim terapią uważności (mindfulness) jako uniwersalną metodą docierania do wewnętrznej mądrości.

 

RZECZYWISTOŚĆ A REKLAMA…

 

 

 

Komentarze

komentarze

Nikt jeszcze nie dodał komentarza

Dodaj komentarz